Nikt nie spodziewał
się, że „Wspaniałe Stulecie” przyciągnie każdego dnia przed telewizory ponad 1,5
miliona widzów. Rekordowa popularność serialu zaskoczyła chyba samych
rządzących TVP, co widać chociażby w dość nietypowej porze emisji (co ciekawe
nie zmieniono jej, a kolejne tureckie seriale są w równie dziwnych porach).
Jednak telewizja dobrze przeczytała statystyki i odrobiła zadanie domowe – od początku
jesieni można oglądać w telewizji kolejne seriale znad Bosforu. Między innymi „Kurta
Seyita ve Surę”, czyli „Imperium Miłości”.
Serial ponalazłam dwa
miesiące wcześniej przed jego telewizyjną premierą, kiedy jeszcze nie miałam
pojęcia, że na jesieni zagości na TVP2. Dostępny był w Internecie z rosyjskim
lektorem, ale podczas ostatniego przeziębienia i przymusowego spędzania dni w
łóżku – znacie ten stan, kiedy macie tysiące rzeczy do zrobienia, a nie
jesteście się w stanie ruszyć z łóżka, jednocześnie mając już po wyżej uszu
leżenia? – odświeżyłam sobie tę turecką produkcję, tym razem w ojczystym
języku.
A fabuła rozgrywa się
w moim ulubionym czasie. Jest rok 1916, Piotrogród, Kurt Seyit Eminof podczas
balu poznaje Aleksandrę "Szurę" Wierszeńską. Kurt i Szura zakochują
się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale na stają obie rodziny – Eminofowie i
Wierszeńscy - rodzina Kurta chce, aby mężczyzna poślubił Turczynkę, a rodzice
Szury chcą ją wydać za Rosjanina. Wiosną 1917 roku wybucha rewolucja przeciwko
Mikołajowi II i sytuacja białogwardzistów staje się dramatyczna przez rosnących
w siłę bolszewików.. Bohaterowie muszą ukrywać się, aby ocalić siebie i swoich
najbliższych. Kurt Eminof i Szura Wierszeńska wyjeżdzają do Ałuszty na Krym,
ale nawet tam nie będą bezpieczni i sielsko szczęśliwi.
Serial urzekł mnie całością fabuły
– myli się ten, kto myśli, że wszystko będzie opływało w sielskiej atmosferze miłości
„tych wykwintnych, pięknych, poetycznych ludzi"[1]. Owszem, obraz wojny i późniejszej władzy
bolszewików jest przedstawiony stosunkowo delikatnie i osoba, która orientuje
się w historii mogłaby się nawet zżymać, że nie pokazano nawet ułamka terroru
jaki panował i jak bardzo zagrożeni byli białogwardziści… ale to nie o to
chodziło. Chciano pokazać historię miłości w czasach trudnych, zarówno dla Rosjan,
jak i dla Turków w Imperium Osmańskim, czy Imperium Rosyjskim. Chciano pokazać
miłość, która miała być naprzeciw zawirowaniom historii. I to się udało.
Historia Kurta i Szury właśnie taka jest, idealizowana i naprzeciw wszystkiemu.
Na tle czasów trudnych, ale eleganckich i powodujących myślenie, jak to: „szkoda, że nie żyłem sto lat temu. Sto lat temu było jeszcze
dobrze. Istniały jeszcze potężne instynkty i potężne namiętności (…)”[2]. Pokazano
też wiernie turecko-tatarskie rodziny, społeczność Tatarów z ich tradycją,
kulturą, która stoi w pewnym rozkroku pomiędzy życiem w Rosji i przejmowaniem
pewnych wzorców i zachowań z niej, a jednocześnie mocnego trzymania się własnej
tożsamości przez strój, sposób życia oparty o tradycję.
Serial początkowo się dłuży. I to bardzo. Siadłam przed
komputerem z niecierpliwością czekając na rozwój akcji i czekałam ładnych kilka
odcinków. Początkowo myślałam, że to przez język – oglądałam przecież po
rosyjsku, nie wszystko rozumiałam od razu – ale w z polskim lektorem oglądało
się początkowo równie opornie. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko
spokojnej akcji, długim sekwencjom opartych na rozmyślaniach, czy dialogach
egzystencjalnych – uwielbiam to zarówno w filmach, jak i w literaturze. Ale to
musi być po coś. Bohaterka jest z dala od ukochanego i tęskni – cudownie, ale
niech za tym idzie jakaś jej przemiana i refleksja, niech wciągnie nas jej
stan. Tutaj niestety tego brakło, bohaterowie snuli się z punktu A do punktu
Be, a rzeczy – mam wrażenie – początkowo same im się przydarzały. Potem akcja
przyspieszyła, zaczęła się rewolucja, zmiana społeczna i wydarzenia, które
pchały się do życia bohaterów przysłoniły dłużyzny i przyspieszyły akcję.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach i drugim minusem było tło historyczne. I chociaż muszę powiedzieć, że z
kostiumami poradzono sobie dobrze – do ideału jeszcze bardzo daleko, ale
myślałam, że będzie bardziej ahistorycznie (chociaż niektóre stroje są zrobione
ze współczesnych gotowców, to widać), ale wybrnięto z tego, jak w innych
telewizyjnych produkcjach, czyli poprawnością bez szaleństw – to przedstawienie
tego, jak wyglądała Rosja w czasie I wojny światowej leży całkowicie i
dogorywa. Wiem, że większość widzów nie zwróci na to większej uwagi, ale
stolica kraju w stanie wojny (na której powoli, ale nieubłaganie się wykrwawia), w dodatku w przeddzień rewolucji i wojny domowej
wygląda… jakby wojny zupełnie nie było. Oczywiście mamy mężczyzn w mundurach,
mamy też zagrożenie pojawiające się w rozmowach, nawet aresztowania i ścigania
i zdrady, ale gdzie głód, masowy terror wobec arystokracji? Mamy przecież 1917 rok, wtedy
większość artykułów była niedostępna, panował głód, a większość normalnych przedwojennych produktów było ratytasem, albo
pozostawał w sferze marzeń (zależy od klasy społecznej), a do tego miały
miejsce masowe rozstrzeliwania wyższych oficerów carskich (często całych rodzin), zamykanie prasy
(niemal każdej) i masowy terror wśród klasy średniej i wyższej. Zagrożenie
widać w serialu dopiero w momencie, kiedy rewolucja dociera na Krym, wtedy
człowiek ma wrażenie, że coś zaczęło się dziać. Ale jestem pierwszowojennym i carsko-rosyjskim
freakiem, przepraszam.
Na zakończenie jeszcze dodam, że
historia pokazana w „Imperium Miłości” wydarzyła się w rzeczywistości. Nermin
Bezmen w 1999 roku napisała książkę „Kurt Seyt ve Shura”, a trzy lata później opublikowała
„Kurt Seyt ve Murka”, obie książki są historią młodości, miłości i życia jej
dziadka – Kurta Seyta. Nermin spędziła sześć lat na badaniu historii rodzinnej,
a opowieści i listy Walentyny (siostry Szury) stały się de facto podstawą do opowiedzenia
miłości Kurta i Szury. A nie jest to historiach, w której powiedzielibyśmy, że
żyli długo… ale czy razem i szczęśliwie dowiesz się, czytelniku, oglądając
serial.
Komu polecam: na pewno romantyczkom, które lubią historię o pięknych ludziach, wielkich namiętnościach, jeszcze większych przeszkodach na ich drodze i to wszystko jeszcze w kostiumie. Nie, nie ironizuję tutaj. Osoby, które lubią obyczajowe seriale w kostiumie, dramaty z historią w tle będą szczerze zachwycone.
Komu nie polecam: osobom, które wolą wartką akcję i aktywnych bohaterów. Tutaj i akcja i bohaterowie płyną swoim rytmem. Wierność historyczna może też razić historyków. Możecie, kochani retro-fani, spojrzeć na to przez palce... albo odpuścić.
Książka Nermin Bezmen nie została
przetłumaczona na język polski, ani angielski, szkoda.
_______________
[1] E. Orzeszkowa, Nad Niemnem
[2]W. Reymont, Ziemia obiecana
Niestety, w obu przypadkach nie mogę podać stron z książki, na której są cytaty, bo spisywałam je z notatnika z ulubionymi fragmentami z książek.